kalashnikov at ownlog '07
[ udało się. ]
Link Komentuj (2)
No właśnie, udało się. Udało mi się zakochać. Wiem, jak to brzmi-jakby to był ogromny, niewyobrażalny wysiłek. I był.
Po Łukaszu powiedziałam "dość", nigdy więcej, nikt już nie trafi w moje serce. Nie wyszło nam po raz kolejny i myślałam, że już nigdy się od niego nie uwolnię, od myślenia o nim, od tęsknoty. A jednak.
Pewnego lipcowego dnia szłyśmy z M. przez Rynek, rozbawione, uchachane, nie zwracające uwagi na piekielny upał. W ogródku M. dojrzała swojego starego znajomego. Przysiadłyśmy się na chwilę. Siedziałyśmy tam przez następne cztery godziny.
Polubiłam Jacka od razu, bo był miły-tak, dokładnie, MIŁY. Rzadko spotykana cecha obecnie. Wydał mi się słodki, nieskomplikowany, zabawny, dobry, uprzejmy. Miła odmiana po korowodzie popaprańców. Widziałam te iskierki w jego oczach. Przez następny tydzień widywaliśmy się codziennie i nie mogliśmy się nagadać. Ja jestem wygadana, bezczelna, kąpana w gorącej wodzie. On jest spokojny, poważny, ugodowy. Trzyma mnie w pionie.
Bałam się jak diabli i nie chciałam mu zaufać. Ale możesz mieć złamane serce albo zyskać coś o wiele cenniejszego. I mi się udało.
Kocham Go.
Words and Sounds: Lady Gaga, Paparazzi
[ wyszłam za mąż, zaraz wracam. ]
Link Komentuj (4)
Ej, to się nie dzieje naprawdę. Powiedz, że nie. Może tylko mi się wydaje, że na NK przybyło zdjęć ślubnych moich znajomych, a wszystkie kobiety w ciąży wyległy na ulicę. Spełnia się proroctwo mojej Babci?
Babcia Z. jest osobą wielce nietuzinkową. Pochodzi oczywiście z Ukrainy, ma wiele lat, sporo zmarszczek, fatalny gust i niesłabnący entuzjazm. Ma tez szósty zmysł. Często w sobotnie poranki Babcia Z. chwyta za telefon i dzwoni do nas, aby nas ostrzec. Pamiętam jak zadzwoniła trzy lata temu, na początku sierpnia.
-Halo?
-Ooo, cześć Nataszko, nie śpisz?
-Nie Babciu. Stało się coś? - pytam.
-Bo właśnie dzwonię zapytać, czy wy nadal planujecie urlop na Mazurach?-zagaduje Babcia Z. pozornie bez kontekstu.
-No tak, wyjeżdżamy szesnastego. - odpowiadam.
-To lepiej odwołajcie ten wyjazd. W nocy mi się śniło, że Daruś się utopił w takim wielkim jeziorze! Ale jakby się Daruś upierał przy tym wyjeździe, to mu powiedz, że do wody ma wchodzi najgłębiej po kolana, nie dalej!
Dodam, że "Daruś" ma 45 lat, patent żeglarza jachtowego, jest starszym ratownikiem wodnym i przy okazji moim ojcem.
W zeszłym roku babcia miała kolejną niepokojącą wizję: Wizję Mojego Staropanieństwa. Mieszkam 500 kilometrów od niej, ale to wcale nie stoi na przeszkodzie, aby co tydzień wypytywać mnie, czy już znalazłam sobie narzeczonego, a jeżeli tak, to żebym nie zapomniała ich poinformować z odpowiednim wyprzedzeniem, ponieważ Dziadek musi mieć czas na upędzenie weselnego bimbru ze swoim sąsiadem-wspólnikiem zbrodni.
Aby sprawić Babci przyjemność w zeszłym tygodniu zaczęłam przeglądać katalogi sukien ślubnych. Starałam się, ale nie! Po prostu nie mogę patrzeć na te kilometry koronki i tiulu, różowe wiązanki, satynowe buty i wytapirowane koki. Chyba jeszcze nie dorosłam.
Words and Sounds: Electrovamp, Drinks taste better when they're free
[ trochę mniej, trochę więcej. ]
Link Komentuj (3)
Trochę mniej: mnie (bo się odchudzam, a właściwie głoduję. Niezdrowe, wiem, ale nie mogę nic przełknąć.), spokoju ducha, pieniędzy, czasu, zdecydowania.
Trochę więcej wahania w działaniu, niewyparzonej gęby, nowej, szałowej biżuterii. Trochę więcej wątpliwości.
Bo wiesz, On znowu jest w moim życiu. Łukasz, Ten Jedyny, za którym tęskniłam nawet wtedy, gdy Go nie znałam. A co dopiero potem...
I znowu mnie bajeruje, wkręca mi ten swój kit, karmi mnie komplementami, obchodzi się ze mną jak z jajkiem. I wiesz co, to nawet działa, przynajmniej przez chwilę, kiedy nie myślę. Bo potem w mojej głowie zaczyna się sztafeta myśli 4 x 100, zaczynam się zastanawiać: czego On tak naprawdę chce?
Nie umiem się zakochać. Po prostu nie potrafię. Mogę być czuła, miła słodka, mogę pożądać, pragnąć i tęsknić, ale nie ufam, nie mam motyli w brzuchu, nie patrzę przez różowe okulary. Racjonalizm do bólu, potęga umysłu.
Czy brakuje mi tego? Tak, czasem tak. Ale nie potrafię tego zmienić, i nie jest źle. Nie przeżywam zawodów, minimalizuję straty.
Words and Sounds: Kasia Wilk, Do kiedy będę
[ my sie zimy nie boimy. ]
Link Komentuj (6)
Ej, spójrz przez okno. Podejrzewam, że mamy taki sam widok - smętne wysepki śniegu, szara breja, błoto i jeszcze to powietrze jakies takie nie teges. Powietrze rzekomo jest bezbarwne, ale ja je widzę, i moge Ci powiedziec jaki ma kolor - szary, siny. Brzydki.
Nie znosze zimy. Nawet nie chodzi o śnieg, wiatr czy mróz, tylko o brak kolorów. Wszystko czarno-białe, w róznych odcieniach smętnej szarości. Takie otoczenie mnie dobija. Szkoda, że widoku za oknem nie moge obrobic Photoshop'em.
Oczywiście walczę z ta bylejakością. Noszę małą żółta orebkę, fioletowe rękawiczki. Jem mandarynki, maluję usta na czerwono. Ale jak widac ta koloroterapia nie uchroniła mnie przed przeziębieniem, które dosłownie zwaliło mnie z nóg.
Sylwester w Ustroniu był fantastyczny, bawiłam się, piłam, śmiałam. I bonus: żadnych postanowień noworocznych. Ludzie, dajcie spokój. Przecież to i tak sie nie uda. I całe szczęście.
Gdybym schudła te dwadzieścia kilo, przestała palić, przeklinać i zrzędzić to stałabym się niemal idealna. A tak sie składa, że doskonałych ludzi nie znoszę, niestety.
Words and Sounds: Muse, Supermassive Black Hole
[ rozmowa kwalifikacyjna. ]
Link Komentuj (7)
Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną.
Pani: Proszę mi powiedzieć taką rzecz: skoro pani studiuje prawo, to dlaczego nie pracuje pani w jakiejś kancelarii?
Ja: Wie pani, tez się nad tym zastanawiałam na samym początku, kiedy w ogóle zaczynałam szukać pracy. Kontaktowałam się z kancelariami i w żadnej raczej nie ma miejsc.
Pani: Ojjj, bardzo mi przykro, że nie ma pani w rodzinie prawnika...
Ja: Mam, ale co to ma do rzeczy? (konsternacja)
Pani: Ma pani prawnika w najbliższej rodzinie?
Ja: Nnnooo... tak.
Pani: To znaczy kto w pani najbliższej rodzinie jest prawnikiem? Mama? A może ojciec?
Ja: (wkurwiona, bo co to ma do rzeczy?)Tak sie składa, że oboje.
Pani: O proszę, to dlaczego w takim razie nie załatwią Pani pracy? Bo przecież mogą, prawda? I gdzie rodzice pracują?
Ja: Moi rodzice są uczciwymi ludźmi i nie wykorzystują swoich stanowisk. A to gdzie pracują to nie pani interes.
Dodam, że chodziło o pracę w solarium.
Tak, mam rodziców prawników.
Tak, sama studiuję prawo.
Nie, wcale nie czuję się przez to lepsza czy mądrzejsza.
Tak, wkurwia mnie niemożebnie kiedy ktoś postrzega mnie przez ich pryzmat.
Nie, nie jeżdżę na wakacje na Bahamy.
Nie jestem bananowym dzieckiem. Praca w solarium nie jest poniżej mojej godności. Ale nie jestem głupia, nie jestem naiwna, mam własne zdanie i rozum, i prawo do własnej opinii tez mam, więc nie traktuj mnie jak głupka.
Potrafię się przyjaźnić, kochać, nienawidzić, zazdrościć, przeklinać i przebaczać jak każdy inny człowiek.
Dlatego nie patrz na mnie przez pryzmat mojej rodziny. Stać mnie na więcej niż na bycie tylko córeczką swoich rodziców.
Words and Sounds: Craig David, Insomnia
[ Hu-hu-ha, zima zła. ]
Link Komentuj (6)
Za oknem śnieg. Nienawidzę zimy, tego mrozu, błota na chodnikach, korków w mieście, spóźnionych autobusów. I tego, że trzeba nosić swetry, swetrzyska, szale, czapki (o zgrozo!), rękawiczki i grube skarpety zamiast wystawiać twarz do słońca, jeść lody i wysiadywać w ogródkach piwnych na rynku.
Zamiast tego mamy chusteczki do nosa, katar i rutinoscorbin.
Mojej nienawiści nie zmienia nawet fakt, że uwielbiam jeździć na łyżwach i pić grzane wino. Niestety.
No nie, jak patrze za okno to od razu mnie trafia. Żeby nie dać się depresji pójdę sobie dzisiaj do kina. Jeszcze nie wiem na co, ale to raczej nieważne. Po prostu lubię filmy i lubię kino. Zapach popcornu, plakaty, szerokie siedzenia z kubełkiem na colę.
A tak poza tym, to nic ciekawego. Kiedyś myślałam, że moje życie w wieku 22 lat będzie bardziej ekscytujące-no wiesz, imprezy, randki, szał zakupów, urywający się telefon. To wszystko jest, ale w skali mikro.
Words and Sounds: M.I.A., Paper Planes
PS. Postanowiłam pokazać swój niewyparzony pysk publicznie. I jak? ;>

Link Komentuj (2)
Hej, dzieci. Żyję, tylko długo mnie nie było, i może nawet lepiej, że tak się stało. W sierpniu pracowałam cięzko, we wrześniu przechodziłam depresję, a na początku października wyjechałam na Wschód leczyć moją połamaną duszyczkę.
Wyleczyłam się nie tylko z depresji, ale w ogóle ze wszystkiego. Ze wszystkich strachów, kompleksów, niespełnionych ambicji. Moje Miasto na Wschodzie ma w sobie cos takiego, że wracając stamtąd przez dobry miesiąc mam wszystko w dupie.
Mam nowa grzywkę i płaszcz (w kratkę, ten który ma na sobie Pani Modelka na billboardach jesiennej kampanii Cubus'a). I jeszcze torebkę. A reszta po staremu. Z tą różnicą, że nie zakochałam się nieszczęśliwie, ani nawet szczęsliwie. Nie chce mi się, nie mam czasu.
Luuuuuuuz. Nie stresuję się, bo nie ma czym. Nie wymyślę koła, nie odkryję nowego pierwiastka, więc po co się zżymać?
Words and Sounds: Elektronique, Move that thing
Link Komentuj (4)
Zeszły wtorek, godzina 15:00. Wychodzę z pracy. Pod skarbówką czeka na mnie Dysia (ma nową, fantastyczną grzywkę, cholera jedna.)
-Ej, wiesz co? Mam pomysł, może byśmy pojechały do Platyny, no wiesz, do akademika? Bo ona nas zaprasza, i bardzo, bardzo chce, żebyśmy przyjechały. To jak? - pyta.
-Hmmmm... - zastanawiam się. (Nie powiem tego na głos, ale za Chiny Ludowe nie chce mi się jechać do akademika Platyny. Jest mi gorąco. Jestem zmęczona. Nie mam nastroju.)
-Wiem, że pewnie Ci się nie chce... - zaczyna Dysia, a ja się zgadzam. Wobec telepatii jestem całkowicie bezbronna.
Platyna dzwoni, że nie siedzi w akademiku, tylko wyleguje się na kocu z kumplem (O nie. Pewnie jakiś kolejny prymityw, wyżelowane włosy i pysk spalony na solarium. Boże, chroń Królową.) nad jakimiś stawami. Jedziemy według jej wskazówek. Gubimy się dwa razy. (Mówię sobie po cichu, że nie bez powodu na wszystkich rajdach to ona jest kierowcą, a ja pilotem). Po wielu perypetiach docieramy na miejsce. Przełazimy przez chaszcze i trawy, klnąc na czym świat stoi, aż w końcu naszym oczom ukazuje się Platyna wyciągnięta na kraciastym pledzie. Obok niej wyciąga się jakiś gość. Zero żelu, zero solarium.
Po trzech godzinach jestem zakochana.
I do tej pory jestem rozbita.
I nikt o tym nie wie. A ja uśmiecham się od ucha do ucha.
Words and Sounds: Kosheen, All in my head
Link Komentuj (3)
Pffff... nareszcie piątek. Pierwszy od niepamiętnych czasów weekend, kiedy jestem sama w domu. Moi ambitni rodziciele pojechali na swoje studia podyplomowe, Karol włóczy się po imprezach, a ja robię co chcę. To znaczy nic.
Miałam zamiar przespać na zapas te dwa dni, ale doszłam do wniosku, że byłoby to skandaliczne marnotrawstwo czasu. Lepiej otworzę sobie martini i zacznę chodzić nago po domu.
Przez pięć dni w tygodniu wstaję o piątej rano, patrzę na mgłę za oknem. Szybko sie ubieram, czeszę, maluję. Zjadam w pośpiechu jogurt. A potem wchodzę, oddycham głęboko i wystawiam twarz do słońca.
Noszę kwiaty we włosach, złote baletki i podkręcam rzęsy. Odżywam. Nareszcie przyszła wiosna.
Words and Sounds: Sara Bareilles, Love Song
Link Komentuj (1)
Proszę Państwa, nadeszła wielkopomna chwila-po wielu bojach, kłótniach i szarpaninach zdołałam nadludzkim wysiłkiem doprowadzić do podłączenia mi stałego dostępu do internetu... ależ do mądrze brzmi. Tak naprawdę i po ludzku mówiąc, to zdarłam sobie gardło pertraktując z rozmaitymi dostawcami, bajerowałam, płakałam i krzyczałam, ale jak zwykle postawiłam na swoim. Nawet sama sobie skonfigurowałam połączenie, a co!
Dzień zaczął się od tego, że ja i mój brat przegapiliśmy moment święcenia koszyków, co wywołało lekką furię u mojej matki. I to chyba jedyny świąteczny akcent w moim domu. Pomimo wysiłków mojej mamy jakoś nieszczególnie przejmujemy się świętami, a ja to nawet idę jutro na imprezę-moja przyjaciółka Martyna kończy 22 lata. W związku z tym zadzwoniłam do niej parę dni temu, żeby dowiedzieć się, co też by chciała dostać. Spodziewałam się standardowej odpowiedzi "nie wiem", co pozwoliłoby mi na kupienie jej czegoś, co sama chciałabym mieć i namówienia, żeby mi to pożyczyła.
Ale nie! Wzięła głęboki oddech i powiedziała z nabożną czcią: "Chcę dostać książkę o Atylli."
-Co?! - wrzasnęłam.
-No wiesz...Atylli, tym, no... -jęknęła.
-Chyba żartujesz! Z miliona fascynujących rzeczy, które mogłabym ci dać, ty chcesz akurat książkę o hunie Atylli?!-sapnęłam przerażona.
-Mhm.
Jezus Maria. Ja poprosiłabym o jadalny puder do ciała, torebkę w kształcie truskawki albo komplet sztucznych rzęs od Dianne Brill, ale na pewno nie o ksiązkę historyczną. Z G R O Z A .
Nie lubię ładnych ludzi, zwłaszcza ładnych kobiet. To po prostu niesprawiedliwe, że niektórzy ludzie mogą nie zmywać makijażu przed snem, a rano i tak wyglądają świeżo jak stokrotka. Bo ja wyglądam jak nie wiem co, z cała dywizją pryszczy, brygadą krost i szwadronem wągrów.
Obleśne rzeczy piszę, wiem.
Words and Sounds: Fergie feat. Daddy Yankee, Impacto
Link Komentuj (2)
No właśnie, udało się. Udało mi się zakochać. Wiem, jak to brzmi-jakby to był ogromny, niewyobrażalny wysiłek. I był.
Po Łukaszu powiedziałam "dość", nigdy więcej, nikt już nie trafi w moje serce. Nie wyszło nam po raz kolejny i myślałam, że już nigdy się od niego nie uwolnię, od myślenia o nim, od tęsknoty. A jednak.
Pewnego lipcowego dnia szłyśmy z M. przez Rynek, rozbawione, uchachane, nie zwracające uwagi na piekielny upał. W ogródku M. dojrzała swojego starego znajomego. Przysiadłyśmy się na chwilę. Siedziałyśmy tam przez następne cztery godziny.
Polubiłam Jacka od razu, bo był miły-tak, dokładnie, MIŁY. Rzadko spotykana cecha obecnie. Wydał mi się słodki, nieskomplikowany, zabawny, dobry, uprzejmy. Miła odmiana po korowodzie popaprańców. Widziałam te iskierki w jego oczach. Przez następny tydzień widywaliśmy się codziennie i nie mogliśmy się nagadać. Ja jestem wygadana, bezczelna, kąpana w gorącej wodzie. On jest spokojny, poważny, ugodowy. Trzyma mnie w pionie.
Bałam się jak diabli i nie chciałam mu zaufać. Ale możesz mieć złamane serce albo zyskać coś o wiele cenniejszego. I mi się udało.
Kocham Go.
Words and Sounds: Lady Gaga, Paparazzi
[ wyszłam za mąż, zaraz wracam. ]
Link Komentuj (4)
Ej, to się nie dzieje naprawdę. Powiedz, że nie. Może tylko mi się wydaje, że na NK przybyło zdjęć ślubnych moich znajomych, a wszystkie kobiety w ciąży wyległy na ulicę. Spełnia się proroctwo mojej Babci?
Babcia Z. jest osobą wielce nietuzinkową. Pochodzi oczywiście z Ukrainy, ma wiele lat, sporo zmarszczek, fatalny gust i niesłabnący entuzjazm. Ma tez szósty zmysł. Często w sobotnie poranki Babcia Z. chwyta za telefon i dzwoni do nas, aby nas ostrzec. Pamiętam jak zadzwoniła trzy lata temu, na początku sierpnia.
-Halo?
-Ooo, cześć Nataszko, nie śpisz?
-Nie Babciu. Stało się coś? - pytam.
-Bo właśnie dzwonię zapytać, czy wy nadal planujecie urlop na Mazurach?-zagaduje Babcia Z. pozornie bez kontekstu.
-No tak, wyjeżdżamy szesnastego. - odpowiadam.
-To lepiej odwołajcie ten wyjazd. W nocy mi się śniło, że Daruś się utopił w takim wielkim jeziorze! Ale jakby się Daruś upierał przy tym wyjeździe, to mu powiedz, że do wody ma wchodzi najgłębiej po kolana, nie dalej!
Dodam, że "Daruś" ma 45 lat, patent żeglarza jachtowego, jest starszym ratownikiem wodnym i przy okazji moim ojcem.
W zeszłym roku babcia miała kolejną niepokojącą wizję: Wizję Mojego Staropanieństwa. Mieszkam 500 kilometrów od niej, ale to wcale nie stoi na przeszkodzie, aby co tydzień wypytywać mnie, czy już znalazłam sobie narzeczonego, a jeżeli tak, to żebym nie zapomniała ich poinformować z odpowiednim wyprzedzeniem, ponieważ Dziadek musi mieć czas na upędzenie weselnego bimbru ze swoim sąsiadem-wspólnikiem zbrodni.
Aby sprawić Babci przyjemność w zeszłym tygodniu zaczęłam przeglądać katalogi sukien ślubnych. Starałam się, ale nie! Po prostu nie mogę patrzeć na te kilometry koronki i tiulu, różowe wiązanki, satynowe buty i wytapirowane koki. Chyba jeszcze nie dorosłam.
Words and Sounds: Electrovamp, Drinks taste better when they're free
[ trochę mniej, trochę więcej. ]
Link Komentuj (3)
Trochę mniej: mnie (bo się odchudzam, a właściwie głoduję. Niezdrowe, wiem, ale nie mogę nic przełknąć.), spokoju ducha, pieniędzy, czasu, zdecydowania.
Trochę więcej wahania w działaniu, niewyparzonej gęby, nowej, szałowej biżuterii. Trochę więcej wątpliwości.
Bo wiesz, On znowu jest w moim życiu. Łukasz, Ten Jedyny, za którym tęskniłam nawet wtedy, gdy Go nie znałam. A co dopiero potem...
I znowu mnie bajeruje, wkręca mi ten swój kit, karmi mnie komplementami, obchodzi się ze mną jak z jajkiem. I wiesz co, to nawet działa, przynajmniej przez chwilę, kiedy nie myślę. Bo potem w mojej głowie zaczyna się sztafeta myśli 4 x 100, zaczynam się zastanawiać: czego On tak naprawdę chce?
Nie umiem się zakochać. Po prostu nie potrafię. Mogę być czuła, miła słodka, mogę pożądać, pragnąć i tęsknić, ale nie ufam, nie mam motyli w brzuchu, nie patrzę przez różowe okulary. Racjonalizm do bólu, potęga umysłu.
Czy brakuje mi tego? Tak, czasem tak. Ale nie potrafię tego zmienić, i nie jest źle. Nie przeżywam zawodów, minimalizuję straty.
Words and Sounds: Kasia Wilk, Do kiedy będę
[ my sie zimy nie boimy. ]
Link Komentuj (6)
Ej, spójrz przez okno. Podejrzewam, że mamy taki sam widok - smętne wysepki śniegu, szara breja, błoto i jeszcze to powietrze jakies takie nie teges. Powietrze rzekomo jest bezbarwne, ale ja je widzę, i moge Ci powiedziec jaki ma kolor - szary, siny. Brzydki.
Nie znosze zimy. Nawet nie chodzi o śnieg, wiatr czy mróz, tylko o brak kolorów. Wszystko czarno-białe, w róznych odcieniach smętnej szarości. Takie otoczenie mnie dobija. Szkoda, że widoku za oknem nie moge obrobic Photoshop'em.
Oczywiście walczę z ta bylejakością. Noszę małą żółta orebkę, fioletowe rękawiczki. Jem mandarynki, maluję usta na czerwono. Ale jak widac ta koloroterapia nie uchroniła mnie przed przeziębieniem, które dosłownie zwaliło mnie z nóg.
Sylwester w Ustroniu był fantastyczny, bawiłam się, piłam, śmiałam. I bonus: żadnych postanowień noworocznych. Ludzie, dajcie spokój. Przecież to i tak sie nie uda. I całe szczęście.
Gdybym schudła te dwadzieścia kilo, przestała palić, przeklinać i zrzędzić to stałabym się niemal idealna. A tak sie składa, że doskonałych ludzi nie znoszę, niestety.
Words and Sounds: Muse, Supermassive Black Hole
[ rozmowa kwalifikacyjna. ]
Link Komentuj (7)
Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną.
Pani: Proszę mi powiedzieć taką rzecz: skoro pani studiuje prawo, to dlaczego nie pracuje pani w jakiejś kancelarii?
Ja: Wie pani, tez się nad tym zastanawiałam na samym początku, kiedy w ogóle zaczynałam szukać pracy. Kontaktowałam się z kancelariami i w żadnej raczej nie ma miejsc.
Pani: Ojjj, bardzo mi przykro, że nie ma pani w rodzinie prawnika...
Ja: Mam, ale co to ma do rzeczy? (konsternacja)
Pani: Ma pani prawnika w najbliższej rodzinie?
Ja: Nnnooo... tak.
Pani: To znaczy kto w pani najbliższej rodzinie jest prawnikiem? Mama? A może ojciec?
Ja: (wkurwiona, bo co to ma do rzeczy?)Tak sie składa, że oboje.
Pani: O proszę, to dlaczego w takim razie nie załatwią Pani pracy? Bo przecież mogą, prawda? I gdzie rodzice pracują?
Ja: Moi rodzice są uczciwymi ludźmi i nie wykorzystują swoich stanowisk. A to gdzie pracują to nie pani interes.
Dodam, że chodziło o pracę w solarium.
Tak, mam rodziców prawników.
Tak, sama studiuję prawo.
Nie, wcale nie czuję się przez to lepsza czy mądrzejsza.
Tak, wkurwia mnie niemożebnie kiedy ktoś postrzega mnie przez ich pryzmat.
Nie, nie jeżdżę na wakacje na Bahamy.
Nie jestem bananowym dzieckiem. Praca w solarium nie jest poniżej mojej godności. Ale nie jestem głupia, nie jestem naiwna, mam własne zdanie i rozum, i prawo do własnej opinii tez mam, więc nie traktuj mnie jak głupka.
Potrafię się przyjaźnić, kochać, nienawidzić, zazdrościć, przeklinać i przebaczać jak każdy inny człowiek.
Dlatego nie patrz na mnie przez pryzmat mojej rodziny. Stać mnie na więcej niż na bycie tylko córeczką swoich rodziców.
Words and Sounds: Craig David, Insomnia
[ Hu-hu-ha, zima zła. ]
Link Komentuj (6)
Za oknem śnieg. Nienawidzę zimy, tego mrozu, błota na chodnikach, korków w mieście, spóźnionych autobusów. I tego, że trzeba nosić swetry, swetrzyska, szale, czapki (o zgrozo!), rękawiczki i grube skarpety zamiast wystawiać twarz do słońca, jeść lody i wysiadywać w ogródkach piwnych na rynku.
Zamiast tego mamy chusteczki do nosa, katar i rutinoscorbin.
Mojej nienawiści nie zmienia nawet fakt, że uwielbiam jeździć na łyżwach i pić grzane wino. Niestety.
No nie, jak patrze za okno to od razu mnie trafia. Żeby nie dać się depresji pójdę sobie dzisiaj do kina. Jeszcze nie wiem na co, ale to raczej nieważne. Po prostu lubię filmy i lubię kino. Zapach popcornu, plakaty, szerokie siedzenia z kubełkiem na colę.
A tak poza tym, to nic ciekawego. Kiedyś myślałam, że moje życie w wieku 22 lat będzie bardziej ekscytujące-no wiesz, imprezy, randki, szał zakupów, urywający się telefon. To wszystko jest, ale w skali mikro.
Words and Sounds: M.I.A., Paper Planes
PS. Postanowiłam pokazać swój niewyparzony pysk publicznie. I jak? ;>

Link Komentuj (2)
Hej, dzieci. Żyję, tylko długo mnie nie było, i może nawet lepiej, że tak się stało. W sierpniu pracowałam cięzko, we wrześniu przechodziłam depresję, a na początku października wyjechałam na Wschód leczyć moją połamaną duszyczkę.
Wyleczyłam się nie tylko z depresji, ale w ogóle ze wszystkiego. Ze wszystkich strachów, kompleksów, niespełnionych ambicji. Moje Miasto na Wschodzie ma w sobie cos takiego, że wracając stamtąd przez dobry miesiąc mam wszystko w dupie.
Mam nowa grzywkę i płaszcz (w kratkę, ten który ma na sobie Pani Modelka na billboardach jesiennej kampanii Cubus'a). I jeszcze torebkę. A reszta po staremu. Z tą różnicą, że nie zakochałam się nieszczęśliwie, ani nawet szczęsliwie. Nie chce mi się, nie mam czasu.
Luuuuuuuz. Nie stresuję się, bo nie ma czym. Nie wymyślę koła, nie odkryję nowego pierwiastka, więc po co się zżymać?
Words and Sounds: Elektronique, Move that thing
Link Komentuj (4)
Zeszły wtorek, godzina 15:00. Wychodzę z pracy. Pod skarbówką czeka na mnie Dysia (ma nową, fantastyczną grzywkę, cholera jedna.)
-Ej, wiesz co? Mam pomysł, może byśmy pojechały do Platyny, no wiesz, do akademika? Bo ona nas zaprasza, i bardzo, bardzo chce, żebyśmy przyjechały. To jak? - pyta.
-Hmmmm... - zastanawiam się. (Nie powiem tego na głos, ale za Chiny Ludowe nie chce mi się jechać do akademika Platyny. Jest mi gorąco. Jestem zmęczona. Nie mam nastroju.)
-Wiem, że pewnie Ci się nie chce... - zaczyna Dysia, a ja się zgadzam. Wobec telepatii jestem całkowicie bezbronna.
Platyna dzwoni, że nie siedzi w akademiku, tylko wyleguje się na kocu z kumplem (O nie. Pewnie jakiś kolejny prymityw, wyżelowane włosy i pysk spalony na solarium. Boże, chroń Królową.) nad jakimiś stawami. Jedziemy według jej wskazówek. Gubimy się dwa razy. (Mówię sobie po cichu, że nie bez powodu na wszystkich rajdach to ona jest kierowcą, a ja pilotem). Po wielu perypetiach docieramy na miejsce. Przełazimy przez chaszcze i trawy, klnąc na czym świat stoi, aż w końcu naszym oczom ukazuje się Platyna wyciągnięta na kraciastym pledzie. Obok niej wyciąga się jakiś gość. Zero żelu, zero solarium.
Po trzech godzinach jestem zakochana.
I do tej pory jestem rozbita.
I nikt o tym nie wie. A ja uśmiecham się od ucha do ucha.
Words and Sounds: Kosheen, All in my head
Link Komentuj (3)
Pffff... nareszcie piątek. Pierwszy od niepamiętnych czasów weekend, kiedy jestem sama w domu. Moi ambitni rodziciele pojechali na swoje studia podyplomowe, Karol włóczy się po imprezach, a ja robię co chcę. To znaczy nic.
Miałam zamiar przespać na zapas te dwa dni, ale doszłam do wniosku, że byłoby to skandaliczne marnotrawstwo czasu. Lepiej otworzę sobie martini i zacznę chodzić nago po domu.
Przez pięć dni w tygodniu wstaję o piątej rano, patrzę na mgłę za oknem. Szybko sie ubieram, czeszę, maluję. Zjadam w pośpiechu jogurt. A potem wchodzę, oddycham głęboko i wystawiam twarz do słońca.
Noszę kwiaty we włosach, złote baletki i podkręcam rzęsy. Odżywam. Nareszcie przyszła wiosna.
Words and Sounds: Sara Bareilles, Love Song
Link Komentuj (1)
Proszę Państwa, nadeszła wielkopomna chwila-po wielu bojach, kłótniach i szarpaninach zdołałam nadludzkim wysiłkiem doprowadzić do podłączenia mi stałego dostępu do internetu... ależ do mądrze brzmi. Tak naprawdę i po ludzku mówiąc, to zdarłam sobie gardło pertraktując z rozmaitymi dostawcami, bajerowałam, płakałam i krzyczałam, ale jak zwykle postawiłam na swoim. Nawet sama sobie skonfigurowałam połączenie, a co!
Dzień zaczął się od tego, że ja i mój brat przegapiliśmy moment święcenia koszyków, co wywołało lekką furię u mojej matki. I to chyba jedyny świąteczny akcent w moim domu. Pomimo wysiłków mojej mamy jakoś nieszczególnie przejmujemy się świętami, a ja to nawet idę jutro na imprezę-moja przyjaciółka Martyna kończy 22 lata. W związku z tym zadzwoniłam do niej parę dni temu, żeby dowiedzieć się, co też by chciała dostać. Spodziewałam się standardowej odpowiedzi "nie wiem", co pozwoliłoby mi na kupienie jej czegoś, co sama chciałabym mieć i namówienia, żeby mi to pożyczyła.
Ale nie! Wzięła głęboki oddech i powiedziała z nabożną czcią: "Chcę dostać książkę o Atylli."
-Co?! - wrzasnęłam.
-No wiesz...Atylli, tym, no... -jęknęła.
-Chyba żartujesz! Z miliona fascynujących rzeczy, które mogłabym ci dać, ty chcesz akurat książkę o hunie Atylli?!-sapnęłam przerażona.
-Mhm.
Jezus Maria. Ja poprosiłabym o jadalny puder do ciała, torebkę w kształcie truskawki albo komplet sztucznych rzęs od Dianne Brill, ale na pewno nie o ksiązkę historyczną. Z G R O Z A .
Nie lubię ładnych ludzi, zwłaszcza ładnych kobiet. To po prostu niesprawiedliwe, że niektórzy ludzie mogą nie zmywać makijażu przed snem, a rano i tak wyglądają świeżo jak stokrotka. Bo ja wyglądam jak nie wiem co, z cała dywizją pryszczy, brygadą krost i szwadronem wągrów.
Obleśne rzeczy piszę, wiem.
Words and Sounds: Fergie feat. Daddy Yankee, Impacto